Naprawa wydechu

rura pekniecieeWzięłam się do tej roboty właściwie bez merytorycznego przygotowania. Niechętnie..bo  przyjemne rajdowe mruczenie, mhh:)..mogłoby zostać na stałe… To chyba jedno z niewielu uszkodzeń, które ma tak miłe objawy..Na necie nie znalazłam za wiele, ale też przyznam, że wnikliwie nie szukałam, i w sumie też dobrze, bo człowiek czasem samemu pomyśli a do tego na spontanie zawsze robi się ciekawie. Jak się okazało, to była dla mnie jedna z cięższych robót przy aucie w ogóle. Wszystko zajęło mi chyba z tydzień. Każdego dnia zaczynałam coś innego, powoli, krok po kroku. I co ważne, bo bez tego chyba nic by nie wyszło, przed każdym podejściem dawka Rage Against the Machine:)

Wyglądało to fatalnie, rdza przeżarła rurę na pół i w miejscu tym, ranty były tak cienkie i poszarpane, że wyglądały jakby miały popękać pod palcami. Miejsce łączenia rur w przedniej części układu, tam gdzie występuje uszczelniacz, po jednej i drugiej stronie przedstawiało „intrygującą” korozję.. i wielu pewnie z rezygnają machnęłoby na to ręką…

Długo zajęło mi przygotowania zgniłego dziadzia pod sto patentów na podlewarowanie..a mimo wszystko, przy każdym mocniejszym pociągnięciu, szarpnięciu, stuknięciu pojawiały się myśli..wyjdę spod niego, czy może już nie.. W każdym razie dla ogólnej wygody miał staruszek widowiskowy przechył..co dzień zbierając się do lotu.. a ja mogłam sobie z przyjemnością na to popatrzeć.

 

systemm1korozja

Po podlewarowaniu spryskałam śruby, obejmy WD 40 i tak zostawiłam na noc. Na drugi dzień trochę bliżej przyjrzałam się temu dramatycznemu widokowi. No i cóż, obraz przedstawiał się tak, że racjonalnym byłoby rozważyć czy to w ogóle ma sens…mając na myśli tak daleko posuniętą korozję..A dokładniej, czy wymieniać całą część czy zabierać się do jej naprawiania? No ale dobra, wzięłam się do czyszczenia i odkręcania trzech śrub. Dojście do du.. nie wygodne, przyznam się, że przy tym to pomogła mi druga osoba, odkręcając na dwa klucze…kombinacje z żabkami i płaskimi. Walka była zacięta i wymagała delikatnych pociągnięć i sporo cierpliwości. Śruby wyglądały jak jakieś szczątki muzealne a cała ta okolica mocno budziła wątpliwości..Ale udało się i poszło. Oczywiście nie obyło się bez ujeb..złamania śruby..Przy tej korozji, zajechanych gwintach i tak wydaje mi się to cudem, że obeszło się bez większych niespodzianek. Podczas demontażu element zaciśnięty pomiędzy rurami (uszczelniacz) w środku, przypominał próchno, toteż poszedł do wymiany, podobnie jak śruby. Generalnie przy tego typu pracy, dobrym rozwiązaniem są okulary ochronne, ponieważ wszystkie odpryski z podwozia lądują na twarzy i niestety w oczach.

walka szwedzkimm

 

Przed demontażem rur warto oznaczyć markerem albo śrubokrętem linie pomiędzy dwoma częściami rury (tam gdzie pęknięcie) oraz miejsca łączącego rurę podłużną z rurą z tłumikiem. Z początku wydawałoby się, że bez tego, też się coś wymyśli, ale docenia się to podczas montażu. Zostało jeszcze odkręcanie śrub obejmy zaciskającej rurę. Tutaj dramatu nie było, poszło szybko i bez przeszkód.. I teraz chyba moment do którego najdłużej zbierałam się psychicznie i w którym wykorzystałam chyba wszystkie pokłady energii, zbierane przez życie, czyli „wykręcanie” rury wydechowej z rury (tej, która ma tłumik) mega wielką żabką (kluczem szwedzkim). Racjonalnie wydawało się, że tego nie zrobię, w zasadzie każdy tak myślał. Dlatego przed tym podejściem dawka Rage’ów musiała być zwielokrotniona i dobrze podgłośniona. Zaczęłam od opukiwania młotkiem miejsca łączenia, a potem zasadniczego i mało uprzejmego potraktowania rury szwedzkim. No i się udało. Do dziś nie wiem jak to się stało:) Generalnie jakiejś większej filozofii w tym nie było. Zblokowałam tłumik jak jest widoczne na zdjęciu, tym co akurat miałam pod ręką, czyli kształtownikiem stalowym, tak żeby rura była nieruchoma i poprostu „odkręcałam”.

walka szwedzkim2

 

 W większości zakładów ta rura w kawałkach pewnie poszłaby do wywalenia, ale ja pomyślałam, że spróbuję ją pospawać. Oczyszciłam powierzchnię drucianą szczotką i lekko przeszlifowałam ranty szlifierką kątową. Co do szlifierki, do lekkich prac, dla dziewczęcej, małej rączki, polecam Makitę GA5030. Sama taką posiadam i muszę powiedzieć, że jest bardzo komfortowa, poręczna, leciutka i dobrze się trzyma w ręce.

makitka

Jeśli chodzi o szlifowanie to miałam rozterki bo najrozsądniejszym rozwiązaniem wtedy wydawało mi się zjechać do najzdrowszej stali. Z drugiej jednak strony byłoby to jednoznaczne ze stratą materiału i skróceniem rury. W końcu zostawiłam jak było, bo wydawało mi się, że będę w nieskończoność tak szlifować, co skończy się dosztukowyniem i spawaniem z dwóch stron a nie z jednej.

przygotowanie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W ogóle pęknięcie nie było równe i po zetknięciu rur właściwie prawie nie było miejsc styku tylko szczeliny, nawet po pare mm a nawet pół cm. Po przygotowaniu sobie miejsca do spawania, unieruchomienia rury, w miejscach styku zespawałam punktowo a potem zaczęły się schody. Ponieważ moje doświadczenie ze spawaniem ograniczało się do zabawy w robienie gąsieniczek i łączenie kształtowników i rurek „tak o”, bez większych ambicji, wyspawanie łączenia w nieregularnej szczelinie wymagało czegoś więcej. Podręcznik pana Mizierskiego czytałam, żeby nie było, ale rok temu, no ale co tu po lekturze, jak praktyki nie ma. Więc nadrabiałam materiał z jednej i z drugiej strony, ale co tu dużo mówić..szło mi beznadziejnie. Momentami robiły mi się jeszcze większe szczeliny (elektroda 2.0, przy 55A). Poprostu rzeźnia. Dlatego zaczęłam robić łączenia od styków krótkimi spawami. Oczywiście za każdym razem usuwanie szlaki i czyszczenie spawu, żeby mógł przyjść na nie nowy, no bo taka już uroda eletrody. I na koniec roboty, muszę powiedzieć, że brzydszego spawu to na oczy nie widziałam…Chociaż tyle, że rura prosta została.

spawanie

 

Od tego momentu szło już z górki. Czekało mnie wkręcenie rury w rurę, tak jak sobie wcześniej zaznaczyłam markerem. Z pomocą smaru do łożysk i pociągnięcia młotka poszło bez problemów. Potem tylko dokręcenie zacisku i dopiero założenie śrub z nakrętkami w przedniej części wydechu. Wiązało się to znowu z zabawą z żabkami i kluczami płaskimi, okupioną rozlanymi po ciele siniakami w ferii jesiennych barw, zakwasami, i paprochami nieznanego pochodzenia w oczach. Trochę wprawy i obeszło się bez pomocy, ale nie bez bluzgów;) Coś za coś. I w końcu długo oczekiwane zdjęcie samochodu z kobyłek..i najważniejszy moment – odpalenie samochodu. Muszę przyznać, że dawno nic nie dało mi takiej satysfakcji jak ten cichutki, zwyczajny, pospolity odgłos pracującego auta…:))) Udało się, układ szczelny. Ale historia się jeszcze nie kończy, bo przecież byłoby zbyt pięknie….

zespawana

 

Na następny dzień kupuję gumę do podwieszenia rury. Bo najpierw wszystko skręciłam a potem podwiesiłam, no i chyba to był błąd. Ponieważ nie dałam rady unieść wydechu, podlewarowałam go. Mimo spokojnych, delikatnych ruchów w pewnym momencie usłyszałam charakterystyczny, metaliczny brzdęk pękającej stali i… swoje własne bluzgi. Zawiesiłam rurę na gumie, przy czym naszarpałam się strasznie. Po odpaleniu ku mojemu zdziwieniu zaczął się wydobywać nowy dźwięk niższych tonów, tym razem spod okolic maski. Dźwięk nie jest jakiś narzucający się specjalnie, no ale tam go nie było…

 

 

 

3 myśli na temat “Naprawa wydechu”

  1. Swego czasu też się użerałem z wydechem w swojej „Dwójeczce” i od tamtej pory przyjąłem żelazną zasadę – nie naprawiam wydechu 🙂
    Ruda ma to do siebie że gryzie mniej więcej wszędzie po równo. W niektórych miejscach minimalnie bardziej ochoczo zabiera się do dewastacji blachy ale generalnie jeżeli gdzieś udało jej się przeżreć na wylot to znaczy że reszta elementu będzie w niewiele lepszym stanie. W efekcie mimo dostępu do naprawdę niezłej spawarki (i spawacza) zasmarkanie jednej dziury kończyło się pojawieniem następnej. Jak już udało się połatać wszystko w naprawianym rejonie (puszka tłumika) wydech wytrzymał tydzień. Pękło przy połączeniu z rurą kolektorową.

    Co do dźwięku spod maski to (o ile już nie zostało to naprawione) najprawdopodobniej, w wyniku majtania wydechem przy demontażu/montażu, przekrzywiła się uszczelka w lejku rury kolektorowej. Nie wiem jak w innych ale w 1.6D jest to wyjątkowo wredne do naprawy ponieważ kolektor z rurą jest połączony za pomocą dwóch sprężystych blaszek w kształcie litery „C”. O ile zdjęcie nich nie nastręcza specjalnych trudności o tyle powtórne ich nałożenie wymaga nie lada siły a przy jej niedostatkach sporej dawki sprytu.

    Pozdrawiam i Wesołych Świąt.

    1. Rura trzyma już ponad dwa miesiące, także jest dobrze:)ale jakbym miała to robić drugi raz to już migomatem:)
      Jeśli chodzi o dźwięk spod maski, to on tam dalej jest..tylko nikt oprócz mnie go nie słyszy..może dlatego, że też jakoś przycichł. Ale ufam sobie i tylko żałuję, że jeszcze nie zaczęłam nagrywać tych wszystkich dźwięków „przed/po”..bo to byłby świetny materiał do porównań i w ogóle do diagnostyki.
      Za rurę kolektorową się nie zabierałam, modląc się „byle do wiosny”, także sprawa jest niestety aktualna..
      Serdeczne dzięki za pomocne rady no i za podsunięcie pomysłu co to za dźwięk pod maską:) jak zacznę to rozgrzebywać będę o nich pamiętać:)
      Pozdrowienia i Szczęśliwego Nowego:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *